2015/10/14

rozwiązywanie krzyżówek i szarad



wszyscy jesteśmy przemęczeni życiem
różnimy się tylko wysokością kredytów
terminami przydatności do społecznego spożycia
noc w noc umieramy na własnych rękach
w gąszczu oszlifowanych bezużytecznych talentów

gdzie się podziała leśniewska jolanta
bright shining diamond wydziału rozwiązywania krzyżówek i szarad
bardzo znana z tego, że była nieznana

gdzie się podziała leśniewska jolanta
wielokrotnie odznaczana krzyżami zasługi
za szczególną nadgorliwość za czasów komuny
w stosunku do ludu wybitną niechęć

ja to bym kurwie nawet szklankie wody nie podała
mówi sąsiadka, szlagier mariola, miss skrobanki
bezrobotna, biegła w posiadaniu piątki dzieci
ja to bym sama co, to nawet nie wiem 
bo najebana gdyż zdrowo jestem

za darmo dziś podróżuje leśniewska jolanta
komunikacji środkami na amatorskich plakatach
w comic sans czcionki cierniowej koronie
strasząc divy z korsem, panów w krawatach

i dla leśniewskiej jolatny to ostatnia stacja
stacja krzyżekrzyżówek 
stacja szaradyszarad




2015/08/23

maryla opuszcza męża


maryla leży z pękniętą czaszką
światło migocze na klatce
w końcu opuszcza męża
naprawdę
na pokładzie alkoholowej padaczki



2015/08/22

the coffin ships



young hearts are born with grief
we'll pay the penalty of truth

a season of stolen youth
shall teach the old hearts to break






marakuja



          – Gratulacje – powiedziała oschle pielęgniarka podając jej małe, brudne zawiniątko. – Urodziła pani bryłę brunatnego węgla.
– Ależ siostro, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek była…
– Powiedziałam urodziła, to urodziła. Niech trzyma, bo upuszczę. Pijana jestem.
Matylda dopiero teraz dostrzega twarz pielęgniarki. Wygląda jak nieudany szkic początkującego artysty. Jak niepotrzebny dokument przepuszczony bez najmniejszego sentymentu przez gardło niszczarki. Cokolwiek jej się przydarzyło, było to niewątpliwie coś bardzo traumatycznego.
– Jest piękna – zachwyca się Matylda. – Nazwę ją Marakuja.
– Niech ją lepiej Macarena nazwie. Albo Lambada. – rzuca kąśliwie pielęgniarka.
– Lubię marakuję – odpowiada Matylda jakby kobiety nie było już w pobliżu. Jakby wybierała się w daleką podróż do lepszego świata. – Może dlatego, że nigdy jej nie jadłam.
– Nazwie ją lepiej jakoś po ludzku, normalnie. Na przykład Krista, albo nie wiem… Rudi.
– Dziewczynkom nie daje się męskich imion.
– A kto jej powiedział, że to dziewczynka?
– Chłopiec? – zastanawia się chwilę. – Zawsze pragnęłam chłopca… To może Marcin.
I już sobie wyobraża jak karmi Marcina żurkiem śląskim z butelki, a sama wyjada z garnka pozostały boczek, kartofle i kiełbasę. Jak chodzą razem nad Bytomkę sycić uśmiechami toksyny ze spływających nią ścieków. Jak wpadają w psie gówna lepiąc babki w piaskownicach, ubierają choinkę w śnieg z sadzy i zasieki z kolczastego drutu. Jak mu szyje ubranka z poliamidu i poliuretanu, po których dostaje wysypki pod pachami i swędzą go jaja. Jak nie idzie mu w szkole i każdą klasę zalicza minimum dwa lata i to z wielkim trudem. Jak udaje się na pierwszą randkę, a potem wraca pobity i zgwałcony przez trzech Cyganów z Buchenwaldczyków.
W końcu zostaje górnikiem. Jak ojciec i dziadek. Tradycji staje się zadość. I zgubie staje się zadość.

Za mało straszyła go życiem, za mało hartowała, do łba tłukła. Za mało wszystkiego. Za dużo przymykanych oczu, pozmywanych naczyń, zrobionych kanapek, gdy wracał do domu na haju i walczył zaciekle ze sznurówkami w najkach. Mówił: mamo, uważaj, tu latają smoki.



2015/05/10

mireille mathieu








kobieta była z niej całkiem niebrzydka, śmiertelnie zwyczajna,
bo przecież to nie jej wina, że na mathieu mireille się czesała,
że sobie obrała styl, sposób bycia na lata jakieś siedemdziesiąte.
a gdy u fryca gościła, to mówiła: na mathieu mireille poproszę,
na co wszystkim obecnym damom wypadały brwi oraz z czerepu włosy,
pojawiały się niezrozumienia szeptogłosy, że, kurwa, na co? po co?
byś się lepiej na mostowiak hannę uczesała,
to za miesięcy plus minus dziewięć z wózkiem własnym,
z dzieckiem jeszcze właśniejszym byś zapierdalała.
chłopa jakiegoś byś se, belmondo, czamberlejna może, przygruchała.
a ona nic, tylko w kokonie lśniąco-nieruchomych włosów
z siatkami z biedronki szła i "santa maria de la mer" inkantowała.
w rytm "acropolis adieu" ręce dumnie w niebiosa wznosiła.

aż ją przydybał razu pewnego okoliczny taki janusz,
co za kobietami jakoś, szczerze mówiąc, raczej nie przepadał,
chyba że na oiom listem priorytetowym posyłać,
że tutaj w całość proszę poskładać, a tutaj pozszywać.
już w przeddzień ze szpitala wypisu z kwiatami wystawał,
a były to kwiaty typu tyskie tulipany. i z rozrywki powtórka -
wstrząśnienie mózgu, rany kłute, szarpane również rany,
za co razy wiele zdarzało mu się być zatrzymywanym.

lecz do mireille jakieś odmienne żywił uczucia.
do ruchanio-sprzątania mademoiselle tym razem szukał.
dla niej francuskiego nawet trochę się nauczył,
jakieś popularne zwroty typu merci beacoup, bonjour, cava?
Voulez-vous coucher avec moi? że co? że nie? kurwa!

się zdenerwował janusz okropnie, gdyż na odmowę nieelegancką
ze strony kobiet był wyczulony naprawdę potwornie.
tego go nauczył pamięci świętej recydywista-ojciec,
co z więzienia w sumie raz tylko wyszedł na własny pogrzeb.
i co matkę lał tak bardzo, że jej się zastygło w pozycji leżącej.
(panie, świeć nad jej duszą, ale rozważnie, bo światło dziś drogie)

a że niedaleko pada cośtam od czegośtam, 
janusz w zgodzie z dna kodem zapierdala w ślady ojca.
płaczą baby od fryca za mireille niewinną, dumną,
wlekąc się niczym maź czarna w kondukcie za jej trumną.
gdyby ona się tylko na tego z lego ludka nie czesała,
to mówię pani, jakiegoś kawalera by już dawno poznała,
życie niczym w bajce byłoby jej pisane.
wczasy w egipcie, kablówka, wsio poukładane.
gdyby na mostowiak hankę się tylko uczesała,
to mówię pani, sąsiadko, idealne życie by miała.

w areszcie przepełniony żalem janusz zamiast bica trenuje zdrowaśki.
trochę w sumie żałuje, że ją w afekcie zajebał, że tak bardzo ją zabił.
bo ona była jakby jego świętą z otrzymanego w kolędę obrazka,
jakąś mireille magdaleną, co ją potrzebował do stóp obmywania,
duchowych uniesień typu schabowy, z połykiem laska,
co ją miłował na równi zeptera garów iluminacją
ułożonych alfabetycznie w kuchennych szafkach.